Montaż warstwowy a montaż „na piankę” — co widać na termowizji
Klasyczny montaż polega na wstrzeleniu pianki w szczelinę i zamaskowaniu jej silikonem. Problem w tym, że pianka poliuretanowa jest materiałem otwartokomórkowym: chłonie wilgoć z powietrza wewnętrznego i z deszczu zacinającego na elewację. Nasiąknięta pianka traci nawet połowę zdolności izolacyjnej, a proces jest niewidoczny, bo dzieje się pod tynkiem.
Montaż warstwowy, opisany w wytycznych ITB i w niemieckim standardzie RAL, zamyka piankę z dwóch stron: folią paroszczelną od wewnątrz, która nie wpuszcza wilgoci z mieszkania, i taśmą paroprzepuszczalną od zewnątrz, która pozwala szczelinie oddychać, ale nie przepuszcza wody. Do tego dochodzą kotwy albo konsole przenoszące ciężar okna na mur, zamiast obciążania samej pianki.
W rachunku różnica to zwykle 180–320 zł na okno. Na obrazie z kamery termowizyjnej różnica jest znacznie bardziej wymowna: przy montażu warstwowym temperatura na styku ramy i ościeża jest o 2–4 °C wyższa, co w praktyce oznacza brak wykropleń i pleśni w narożnikach — najczęstszej reklamacji po tanich wymianach w rzeszowskich blokach.