Dlaczego dobór mocy dla Sanoka wygląda inaczej niż dla nizinnego Podkarpacia
Różnica dwóch stopni w temperaturze projektowej brzmi niepozornie, ale w bilansie oznacza 8–12% wyższe zapotrzebowanie szczytowe. Do tego dochodzi dłuższy sezon grzewczy — 225–240 dni zamiast około 220 — oraz większa liczba godzin w przedziale od -5 do −15 °C, czyli tam, gdzie moc urządzenia powietrze-woda już wyraźnie spada względem wartości nominalnej. Ten sam model, który przy 7 °C daje 8 kW, przy −15 °C oddaje często 5,5–6 kW.
Konsekwencja jest praktyczna: dom, który w kotlinie zamknąłby się urządzeniem 8 kW, w Sanoku wymaga zwykle 10 kW, a dom nieocieplony z lat siedemdziesiątych na Dąbrówce potrafi potrzebować 16–18 kW. Jednocześnie nie idziemy w przewymiarowanie, bo urządzenie inwerterowe ma dolny próg modulacji na poziomie 25–30% mocy nominalnej — zbyt duża sprężarka w listopadzie taktuje i zużywa się szybciej.
Wyjściem z tego napięcia jest świadome zaplanowanie biwalencji. Zamiast dobierać urządzenie pokrywające samodzielnie szczyt przy −22 °C, dobieramy je na komfortowe pokrycie do -14 do −16 °C i dopuszczamy wsparcie grzałką przez kilkanaście najzimniejszych dób. W skali roku kosztuje to 3–6% zużytej energii, a pozwala kupić urządzenie o klasę mniejsze i tańsze o kilka tysięcy złotych.