Szronienie wymiennika przy wschodnich zimach i mgle nad Sanem
Wymiennik przeciwprądowy odzyskuje ciepło tak skutecznie, że powietrze wywiewane schładza się poniżej zera i wykrapla, a potem zamarza na lamelach. Producenci rozwiązują to najprościej: recyrkulacją albo okresowym wyłączaniem nawiewu. Skutek jest taki, że w mroźny tydzień centrala przez znaczną część doby pracuje w trybie awaryjnym, a do domu praktycznie nie wchodzi świeże powietrze.
W Przemyślu ten problem pojawia się częściej niż w kotlinie Wisłoka, bo temperatury projektowe są tu niższe, a wilgotność powietrza zewnętrznego zimą wyjątkowo wysoka — dolina Sanu sprzyja mgłom i inwersjom. Dlatego standardem, nie opcją, jest u nas nagrzewnica wstępna o mocy 0,5–1,2 kW sterowana czujnikiem różnicy ciśnień albo gruntowy wymiennik glikolowy, jeśli działka na to pozwala.
Nagrzewnica podnosi zużycie energii o mniej więcej 60–110 zł w skali sezonu, ale pozwala centrali pracować z pełnym nawiewem także wtedy, gdy na dworze jest −18 °C. Przy wymienniku obrotowym problem szronienia jest mniejszy, bo obrót przenosi także wilgoć, jednak taki wymiennik dopuszcza minimalne przenikanie zapachów — dlatego proponujemy go raczej tam, gdzie w domu nie ma kuchni intensywnie używanej.