Powietrzna czy gruntowa, gdy zima trwa osiem miesięcy
Pompa powietrzna jest tańsza w zakupie o 30–45 tysięcy złotych i nie wymaga wiercenia, ale jej moc spada dokładnie wtedy, gdy budynek potrzebuje jej najwięcej. Przy −20 °C urządzenie deklarujące 12 kW oddaje realnie 7–9 kW, więc dobór musi to uwzględniać, a nie opierać się na mocy nominalnej z tabliczki. Przy leskim rozkładzie temperatur takich godzin jest w sezonie kilkadziesiąt do stu kilkudziesięciu i to one wyznaczają dobór.
Pompa gruntowa czerpie ciepło ze stabilnego złoża o temperaturze 8–10 °C przez cały rok, więc jej moc nie zależy od pogody, a COP utrzymuje się na poziomie 4,5–5,0 również w lutym. W warunkach doliny Sanu, przy sezonie zbliżonym do 240 dni, różnica w rocznym zużyciu energii sięga 20–30% na korzyść gruntu. Podłoże fliszowe daje tu wydajność rzędu 45–55 W na metr odwiertu, co przekłada się na dwa lub trzy otwory po 80–110 m dla typowego domu.
Decyzję sprowadzamy do prostego rachunku: przy dużym budynku użytkowanym całorocznie i planowanym na kilkadziesiąt lat szacowany zwrot różnicy w kosztach wypada zwykle po 9–13 latach, przy założeniu dzisiejszych cen energii i pełnego sezonu grzewczego. Przy obiekcie sezonowym, gdzie przez pół roku utrzymywany jest tylko dozór, ta sama różnica nie zwróci się nigdy — tam rekomendujemy urządzenie powietrzne z dobrą regulacją inwerterową.